Cztery lata temu skończyłem stronę dla firmy z Pleszewa. Nowa, szybka, poukładana pod SEO. Projekt zamknięty, faktura zapłacona, wszyscy zadowoleni.

Dwa lata później ten sam klient napisał do mnie ponownie. Strona ładowała się kilkanaście sekund, formularz kontaktowy przestał wysyłać maile, a ostatnia kopia zapasowa pochodziła sprzed roku. Przez te dwa lata nikt nie zaktualizował ani systemu, ani wtyczek.

Doprowadzenie tego do porządku zajęło dwa tygodnie i kosztowało kilka tysięcy złotych. Opieka techniczna przez cały ten okres kosztowałaby wyraźnie mniej — i problem w ogóle by nie powstał.

To historia, którą słyszę regularnie od przedsiębiorców z Kalisza, Ostrowa Wielkopolskiego, Jarocina i całej Wielkopolski. Panuje przekonanie, że skoro strona jest gotowa, to temat jest zamknięty. Niestety nie jest — strona to nie ulotka, którą się drukuje raz.

Co to właściwie jest opieka techniczna

Opieka techniczna to zestaw regularnych, powtarzalnych prac, które utrzymują stronę w dobrym stanie. Nic spektakularnego — po prostu ktoś pilnuje, żeby wszystko działało.

W praktyce obejmuje najczęściej:

Aktualizacje oprogramowania. System, wtyczki, biblioteki — wszystko się starzeje. WordPress dostaje poprawki niemal co miesiąc. Każda aktualizacja łata dziury, ale potrafi też wywołać konflikt, więc warto ją najpierw sprawdzić, a nie klikać w ciemno.

Monitoring bezpieczeństwa. Czy w plikach nie pojawił się obcy kod? Czy ktoś nie próbuje się dobić do panelu? To się skanuje automatycznie, ale ktoś musi reagować na alerty.

Kopie zapasowe. Codziennie, przechowywane poza serwerem strony, z historią co najmniej 30 dni. Bez tego każda awaria jest awarią ostateczną.

Monitoring wydajności. Czy strona nadal ładuje się tak szybko jak w dniu wdrożenia? Jeśli zwalnia, to zwykle po cichu i stopniowo — sam tego nie zauważysz.

Monitoring dostępności. Czy strona w ogóle odpowiada. Chodzi o to, żebyś dowiedział się o awarii od monitoringu, a nie od klienta.

Drobne zmiany. Nowy numer telefonu, zdjęcie w sekcji „O nas”, nieaktualny wpis do usunięcia. Same w sobie są błahe, ale ktoś musi je wykonać.

Kontakt do człowieka. Kiedy coś przestaje działać, masz do kogo napisać — i wiesz, w jakim czasie dostaniesz odpowiedź.

Co się dzieje ze stroną bez opieki

„Moja strona stoi od trzech lat i nic jej nie brakuje” — słyszę to często. Zwykle brakuje, tylko jeszcze nie widać.

Bezpieczeństwo. Nie musisz być dużą firmą, żeby ktoś się Tobą zainteresował. Boty skanują internet non stop i szukają znanych, niezałatanych dziur. Nikt nie sprawdza wcześniej, czy warto.

Kiedy taka próba się powiedzie, scenariusze są przewidywalne: na serwerze ląduje skrypt kopiący kryptowaluty, strona zaczyna serwować podstawioną stronę logowania do banku, odwiedzający dostają ostrzeżenie o złośliwym oprogramowaniu, albo z Twojej domeny zaczyna wychodzić spam i wszystkie Twoje maile lądują w koszu u odbiorców.

Każdy z tych przypadków da się naprawić. Żaden nie jest tani i żaden nie kończy się w jeden dzień — o czym pisałem szerzej w poradniku o zhakowanej stronie.

Kompatybilność. Przeglądarki się zmieniają, standardy się zmieniają, telefony się zmieniają. Strona zrobiona cztery lata temu może dziś rozjeżdżać się na nowych urządzeniach. Wtyczki też mają swój cykl życia — autor przestaje rozwijać projekt i po jakimś czasie kod po prostu przestaje działać z nowszą wersją systemu.

Wydajność. Każda aktualizacja, każda nowa wtyczka, każde nowe zdjęcie wgrane w pełnej rozdzielczości trochę dokłada. Jeśli nikt tego nie pilnuje, strona zwalnia miesiąc po miesiącu. A czas ładowania przekłada się bezpośrednio na to, ilu odwiedzających zostaje — badania Akamai i Google od lat pokazują to samo: sekunda opóźnienia realnie obniża konwersję.

Treść. Cennik sprzed dwóch lat, zdjęcie produktu, którego już nie sprzedajesz, nieaktualne godziny otwarcia. To nie jest problem techniczny, ale kosztuje wiarygodność — i właściciel zwykle dowiaduje się o tym ostatni.

Ile kosztuje zaniedbanie, a ile opieka

Policzmy to na trzech scenariuszach.

Scenariusz 1: brak opieki, infekcja.

Strona zostaje zainfekowana. Odkrywa to Google (i oznacza witrynę jako niebezpieczną), klient, albo nikt przez kilka miesięcy.

Rachunek wygląda mniej więcej tak:

  • przywrócenie kopii zapasowej: 0–1000 zł, o ile kopia w ogóle istnieje
  • wyczyszczenie plików i bazy: 1000–3000 zł
  • wymiana haseł, kluczy i certyfikatów: kilkaset złotych
  • zdjęcie ostrzeżenia z wyników wyszukiwania: kilka dni oczekiwania
  • utrata zaufania odwiedzających: nie do policzenia

Razem zwykle 1500–4500 zł, plus czas i nerwy.

Scenariusz 2: brak opieki, konflikt po aktualizacji.

Coś przestaje działać. Formularz nie wysyła zgłoszeń, koszyk nie dolicza wysyłki, w konsoli sypie się JavaScript. Ktoś musi znaleźć przyczynę — a szukanie w cudzej, zaniedbanej instalacji zajmuje zwykle 2–4 godziny pracy.

Gorsze od kosztu jest to, ile czasu strona była zepsuta, zanim ktokolwiek zauważył.

Scenariusz 3: strona pod opieką.

Aktualizacje wchodzą w kontrolowany sposób, po sprawdzeniu. Kopia zapasowa robi się co noc. Monitoring wyłapuje awarię w kilkanaście minut, zwykle zanim zdąży ją zobaczyć ktokolwiek z Twoich klientów.

Koszt: od kilkuset złotych miesięcznie w zależności od zakresu.

Ile powinna kosztować opieka techniczna

To zależy głównie od tego, jak dużo się na stronie dzieje.

Strona wizytówkowa — kilka podstron

  • kopie zapasowe i monitoring dostępności
  • aktualizacje raz na kwartał
  • wsparcie mailowe z odpowiedzią w ciągu kilku dni roboczych
  • orientacyjnie 100–300 zł miesięcznie

Strona średnia — blog, mały sklep, rozbudowany serwis usługowy

  • codzienne kopie zapasowe, monitoring dostępności i wydajności
  • aktualizacje co miesiąc, wdrażane po sprawdzeniu
  • odpowiedź w ciągu 24 godzin, 2–3 godziny drobnych zmian w pakiecie
  • orientacyjnie 300–700 zł miesięcznie

Strona duża — sklep, wiele integracji, własna logika biznesowa

  • monitoring całodobowy, kopie zapasowe z krótkim czasem odtworzenia
  • aktualizacje testowane na kopii przed wdrożeniem
  • kilka–kilkanaście godzin pracy miesięcznie w pakiecie, raport co miesiąc
  • kwartalny przegląd wydajności
  • orientacyjnie 700–1500 zł miesięcznie

Warto zauważyć, że część tych rzeczy — kopie zapasowe, monitoring, alerty — jest w dużej mierze automatyczna. Płacisz nie za klikanie, tylko za to, że ktoś na te alerty odpowiada.

Co powinna zawierać dobra opieka

Bez tego nie ma sensu:

  • automatyczne kopie zapasowe, codzienne, z retencją minimum 30 dni i przechowywane poza serwerem strony
  • monitoring dostępności
  • aktualizacje systemu i wtyczek
  • skanowanie bezpieczeństwa
  • określony czas reakcji na zgłoszenie

Powinno być:

  • monitoring wydajności
  • raport miesięczny — co się działo, co zostało zrobione
  • pula godzin na drobne zmiany
  • plan wdrażania aktualizacji: najpierw kopia testowa, potem produkcja

Miło mieć:

  • bieżące poprawki SEO
  • monitoring pozycji w Google
  • konsultacje: co warto zrobić w następnej kolejności

O co zapytać przed podpisaniem umowy

  1. Co dokładnie wchodzi w pakiet? Poproś o listę, nie o hasła.
  2. Jak często robicie kopie zapasowe i gdzie one leżą?
  3. Co się dzieje, kiedy strona przestaje działać w piątek wieczorem? Jaki jest czas reakcji?
  4. Co jest poza pakietem i ile kosztuje godzina dodatkowej pracy?
  5. Czy dostanę dostęp do kodu, bazy i kopii zapasowych, jeśli zdecyduję się przejść gdzie indziej?
  6. Czy dostaję raport i jak często?
  7. Jaki jest okres wypowiedzenia?

Sygnały ostrzegawcze są dokładnie odwrotnością powyższego: brak konkretów w zakresie usługi, brak deklarowanego czasu reakcji, niechęć do pokazania, gdzie leżą kopie zapasowe, brak referencji i wszystko ustalone ustnie. To te same sygnały, o których pisałem w tekście o wyborze wykonawcy strony.

Czym możesz zająć się sam

Nie wszystko trzeba zlecać. Spokojnie zrobisz sam:

  • treść — teksty, nowe wpisy, aktualizacja cennika
  • drobne zmiany wizualne — wymiana zdjęcia, poprawka nagłówka
  • analitykę — sprawdzanie, skąd przychodzą ludzie i co ich interesuje
  • podstawy SEO — myślenie o tym, na jakie pytania odpowiada dany tekst

Zlecić warto to, co potrafi zepsuć stronę na dobre: aktualizacje, bezpieczeństwo, kopie zapasowe, migracje, debugowanie i optymalizację wydajności.

Czy to się opłaca

Kilkaset złotych miesięcznie brzmi jak koszt. Zestaw to jednak z:

  • czasem, który sam stracisz na szukanie przyczyny awarii
  • kosztem jednego incydentu, który zwykle mieści się w przedziale 2000–5000 zł
  • ryzykiem, że strona przez tydzień nie przyjmuje zgłoszeń, a Ty się o tym nie dowiadujesz
  • tym, ile kosztuje Cię wolna strona w postaci klientów, którzy nie doczekali załadowania

Dla mnie rachunek jest prosty: regularna opieka jest tańsza od naprawy, a przede wszystkim przewidywalna.

Pracuję z firmami z Pleszewa, Kalisza, Ostrowa Wielkopolskiego, Jarocina i całej Wielkopolski. Sporo z nich zaczyna współpracę bez opieki technicznej i wraca do tematu dopiero po pierwszej poważniejszej awarii. Wolę, żeby ta pierwsza awaria w ogóle się nie wydarzyła.

Jeśli masz stronę, której od dłuższego czasu nikt nie doglądał — napisz do mnie. Sprawdzę, w jakim jest stanie, i powiem wprost, czy w ogóle potrzebujesz stałej opieki, czy wystarczy jednorazowe uporządkowanie.